Dzisiaj rano, chcąc przejrzeć subskrybowane kanały RSS, uruchomiłem, jak to mam w zwyczaju, Google Reader’a. Na pierwszy rzut oka wszystko po staremu, ale coś mi nie pasowało.

Gdy przyjrzałem się dokładniej, o mały włos nie spadłem z krzesła z wrażenia. Mój ulubiony czytnik RSS ma wreszcie wyszukiwarkę :) . Na pewno brzmi to niedorzecznie, że w czytniku RSS stworzonym przez największą wyszukiwarkę internetową świata, do tej pory, nie było możliwości przeszukania subskrybowanych kanałów. Cóż, jak to mówią, szewc bez butów chodzi ;) . Na szczęście już jest i nawet wygląda na to, że działa całkiem sprawnie.

Wyszukiwarka Google Reader

Druga rzecz: Reader nareszcie nauczył się liczyć powyżej 100. Kto korzysta zapewne widział nie raz wkurzające 100+ pojawiające się gdy nieprzeczytanych wiadomości było ponad 100. Na szczęście programiści z Google nie są aż takimi leszczami i poradzili sobie z policzeniem wszystkich nieprzeczytanych wiadomości.

Licznik Google Reader

Po trzecie chłopcy z Googla dodali małą strzałeczkę pomiędzy sidebarem zawierającym listę kanałów a oknem z listą wiadomości, pozwalającą na ukrycie tego pierwszego, tak aby można było czytać wiadomości na całej szerokości okna przeglądarki. Do funkcji oferowanych przez sidebar można się wtedy dostać klikając na linku “My subscriptions” znajdującym się nad listą wiadomości.

Ukryty sidebar Google Reader

Fajne, ale przy poziomej rozdzielczości 1280 pikseli, mało przydatne ;) .

Reasumując: nareszcie w Google Reader wprowadzono jakieś konkretne zmiany i mam nadzieję, że programiści Googla na tym nie poprzestaną i jeszcze trochę ulepszą ten i tak doskonały czytnik RSS. Jeśli ktoś z czytelników jeszcze z niego nie korzystał polecam zajrzeć na http://www.google.com/reader i wypróbować. Myślę, że będziecie zadowoleni.